piątek, 15 grudnia 2017

OSTATNIE DZIEŁO BERNINIEGO? czyli TAJEMNICE SAN SEBASTIANO na via APPIA ANTICA


W katakumbach i kościele San Sebastian znaleźliśmy się właściwie przypadkiem. Tak naprawdę mieliśmy w planach zwiedzanie podziemnych krypt w San Callisto, ale były zamknięte, więc postanowiliśmy dać szansę Sebastianowi. Katakumby, gdzie niestety fotografowanie jest zabronione, rzeczywiście robiły wrażenie, ale największa niespodzianka czekała w kościele. Wpierw przepiękna rzeźba Sebastiana dłuta ucznia Berniniego, a potem dzieło samego Mistrza!

Sebastian, późniejszy święty, był wykształconym mieszkańcem Mediolanu w III w, który został przywódcą gwardii cesarza, choć nie wiadomo którego. Źródła raz mówią o Marku Aureliuszu Probusie [panowanie 276-282], a innym razem o Dioklecjanie [284-305]. Wg chrześcijańskiej mitologii za wyznawanie religii został przywiązany do drzewa i uśmiercony strzałami. Jednak przygotowująca go do pochówku kobieta zauważyła, że mężczyzna żyje. Gdy wyzdrowiał odwiedził cesarza, co niestety nie okazało się dobrym pomysłem, bo tym razem został pobity na śmierć.

Rzeźba Antonia Giorgettiego pokazuje Sebastiana leżącego na ziemi, z trzema strzałami w umięśnionym [w końcu wojskowy ;-)] ciele. Wygląda jakby spał, na twarzy nie widać cierpienia. Jedynym zgrzytem są dziury, w których umieszczono brązowe, pozłacane strzały. Z bliska nie wyglądają realistycznie, a szkoda, bo całość jest naprawdę wysokich lotów.




Natomiast rzeźba Berniniego to Salvator Mundi czyli Jezus. Dziwiłam się dlaczego nie jest ona popularna, nie ma o niej za wiele wzmianek w przewodnikach, co skutkuje brakiem tłumów turystów [może to i dobrze….]. Jednak po poznaniu jej historii wszystko stało się jasne!

Salvator był ostatnim dziełem Gianlorenzo. Wykonał go w roku 1679 w wieku 81 lat, rok przed śmiercią. Prawdopodobnie stworzył go dla swojej długoletniej przyjaciółki, królowej Krystyny Szwedzkiej, która odmówiła przyjęcia podarku, twierdząc, iż nie ma rzeczy równie cennej, by podarować artyście. Jednak po jego śmierci zabrała rzeźbę na przechowanie. Krystyna zmarła zaledwie kilka lat po Berninim [w 1689] i rzeźba Jezusa przeszła na własność papieża Innocentego XI Odescalchi. W archiwach rodziny cenna rzeźba wspomniana jest po raz ostatni w roku 1773, znane jest także studium części popiersia wykonane węglem na papierze, a potem trop się urywa i to na wiele stuleci. Dopiero w roku 1972 jeden z profesorów historii sztuki, Irving Lavin, podjął temat i oświadczył, że odnalazł dzieło Berniniego w Chrysler Museum w Norfolk, w stanie Virginia w USA……  Wprawdzie rzeźba odstawała od standardów mistrza, ale wytłumaczono ową niezręczność wiekiem artysty oraz problemami z prawym ramieniem, które dosięgły go w jesieni życia. Dość szybko pojawiła się konkurencja- tym razem z Francji, z katedry w Sées, w normańskim Orne. Jednak Lavin miał przygotowaną odpowiedź również na taką opcję- miała to być, również zaginiona, kopia dzieła wykonana dla francuskiego przyjaciela Berniniego, opata Pierre Cureau de la Chambre z Paryża.  

Przekonanie, że w USA znajduje się oryginał Salvatora Mundi trwało aż do roku 1999, kiedy to w Wenecji zorganizowano wystawę z okazji trzechsetlecia urodzin Berniniego. Na niej właśnie włoscy uczeni mogli na własne oczy zobaczyć rzekomą kopię z Francji. Do tej pory bowiem wszystkie artykuły pisali na podstawie zdjęć! Okazało się jednak, że owe zdjęcia nie były dobrej jakości, bo rzeźba na żywo wywarła ogromne wrażenie. Włoscy historycy zmienili zdanie- popiersie z Sees to oryginał włoskiego mistrza baroku!

Kolejny zwrotem akcji w śledztwie na temat zaginionego arcydzieła był rok 2001 i wystawa w Urbino poświęcona papieżowi Klemensowi XI. W katalogu pojawiło się zdjęcie zachwycającego popiersia Chrystusa pochodzące z rzymskiego San Sebastiano fuori le Mura autorstwa, jak przypuszczano, miejscowego artysty [choć pochodzącego z Palermo], Pietro Papaleo. Szybko stwierdzono, że przeciętny artysta jakim był Papaleo nie mógł wyrzeźbić posągu tej klasy. Niesieni entuzjazmem włoscy uczeni znów zmienili zdanie J Dzieło Berniniego nigdy nie opuściło Włoch, ba! Rzymu i w końcu zostało odnalezione przy via Appia Antica! Na potwierdzenie tezy znaleziono wiele podobieństw do innych prac Berniniego, ale najważniejszy moim zdaniem i najbardziej przekonujący był fakt, iż wymiary popiersia odpowiadają co do milimetra wymiarom z inwentarzy Odescalchi. Po raz kolejny ogłoszono odnalezienie ostatniego dzieła Gianlorenzo, i tym razem także zrobił to znany nam już Irving Lavin, który w 1972 „odnalazł” Berniniego w Norfolk . Tym razem stwierdził, że artyzm dzieła, jego kunszt i mistrzowska technika nie mają nic wspólnego z popiersiami z USA i Francji. Po prostu biją je na głowę! 

Nie wiadomo do końca jak i kiedy dzieło znalazło się w klasztorze przylegającym do kościoła San Sebastiano. Prawdopodobnie, ale są to tylko przypuszczenia, aż do wojen napoleońskich ozdabiało wnętrze pałacu Odescalchi, gdzie trafiło po śmierci królowej Krystyny. Na pewno rzeźba została znaleziona w zakrystii klasztoru po drugiej wojnie światowej, a po przyłączeniu klasztoru do kościoła San Sebastiano przeniesiono ją do niszy w świątyni. 






Jak dotąd nie pojawił się kontrkandydat do tytułu ostatniego dzieła Berniniego, więc przewodnik informuje uczestników wycieczki, że stoją przed Salvatorem Mundi mistrza baroku. Być może nie jest zbyt znana, bo do końca nie ma pewności czy jest to dzieło Berniniego.... Miejmy nadzieję, że uczeni nie zmienią już zdania, bo popiersie rzeczywiście jest piękne. Aczkolwiek mi osobiście bardziej podobają się inne dzieła Berniniego J Szczerze mówiąc to w tym kościele o wieeele lepiej prezentuje się rzeźba ucznia Berniniego ;-) Chciałabym też kiedyś zobaczyć rzeźby z Francji i USA, by porównać je z tą w San Sebastiano.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz