wtorek, 18 kwietnia 2017

MARZAMEMI czyli 200% SYCYLII


O Marzamemi- niewielkiej miejscowości na południowo- wschodnim krańcu Sycylii czytałam sporo i wszystkie opisy były pełne zachwytów. Oczywiście wygospodarowaliśmy nieco czasu, by przekonać się na własne oczy o uroku miejscowości.

Przy wjeździe do Marzamemi znajdowało się sporo parkingów, ale pod koniec września były już zamknięte. Pojechaliśmy aż nad morze, licząc na wolne miejsca parkingowe i było to bardzo dobre posunięcie, gdyż zaparkowaliśmy za darmo tuż obok słynnego placu.

Pierwsze co pamiętam z Marzamemi to … kraby :-) Było ich pełno na nadbrzeżu [Piazza Giardinella], w miejscu, gdzie woda co rusz wylewała się na chodnik. Na jakiekolwiek próby zbliżenia się reagowały błyskawiczną ucieczką chowając się w jakiś szczeliny. Dużo czasu i cierpliwości wymagało zrobienie kilku zdjęć i wypatrzenie ich kryjówek. A lekko mokre buty były tego ceną ;-) 






A potem już weszliśmy na Piazza Regina Margherita i uśmiechy same pojawiły się na twarzach :-) 100% Italii! 200% Sycylii! Plac wraz z przyległymi uliczkami wypełnionymi trattoriami jest jakby żywcem przeniesiony z folderów reklamowych. Pomalowane na niebiesko lub czerwono krzesła wraz z białymi parasolami, na tle starych, nadgryzionych zębem czasu murów udekorowanych kolorowymi doniczkami, prezentują się niezwykle romantycznie oraz stylowo. Nawet, gdy parasole nie są rozłożone :-) Wieczorem musi być tutaj absolutnie magicznie/bajkowo/nastrojowo.

Było jeszcze dość wcześnie, miasteczko jakby spało, restauracje były pozamykane, w niektórych ktoś już zaczynał niespiesznie się krzątać, a po zakamarkach przemykały, równie niespiesznie, koty. Mieliśmy wrażenie, że czas się zatrzymał, a na pewno zwolnił….. Na chwilkę na placu przysiadła grupka rowerzystów, ale gdy i oni pojechali, nastała cisza. Mimo niewielkich rozmiarów [placyk wraz z teren naokoło] można tu spędzić godziny. Marzamemi czaruje spokojem, relaksującym klimatem, malowniczymi widokami oraz urokliwymi detalami. W tym miejscu doniczka zawieszona niedbale na obdrapanym murze jest jak minimalistyczna sztuka. Tak niewielkim nakładem środków uzyskano efekty, które aż proszą się o zdjęcia, dużo zdjęć ;-) 
           

















                                                     
Jak widać pod koniec września można trafić na wyprzedaże za połowę ceny. A kot wpierw przestraszył się liścia, a potem usiłował udawać, że tak naprawdę to się nim bawił...... 
 



Miasteczko powstało w Xw.n.e i podobno założyli je arabscy najeźdźcy, którzy wcześniej opanowali wyspę. Nazwa miała pierwotnie oznaczać mały port lub, wg innych językoznawców, zatokę synogarlic od mnogości gołębi przylatujących tutaj na wiosnę. Jednak są też tacy, którzy wywodzą nazwę od … wszy, które miały być plagą wśród najmłodszych ku utrapieniu ich matek, które je wyłapywały…… Ja wolę tę pierwszą wersję :-)

Również Arabom Marzamemi zawdzięcza pierwszą tonnarę czyli zakład przetwórstwa tuńczyka, która szybko stała się najważniejszą na wyspie. W 1912 wybudowano nowoczesną fabrykę, która przerabiała złowione ryby aż do lat 50 XXw. Zapewne wtedy Marzamemi nie było tak czarujące jak dziś!

Marzamemi, a ściślej, jego nadbrzeże i placyki są faktycznie tak piękne jak na zdjęciach w Internecie i na blogach. Mieliśmy szczęście trafić tu, gdy nie było turystów, jednak na pewno wieczorem miejsce jest jeszcze bardziej czarujące. Polecam każdemu wstąpić do tego małego miasteczka Sycylii. 

16 komentarzy:

  1. Ależ klimatyczne miejsce! Po zdjęciach widzę, że z pewnością przypadłoby mi do gustu :). Chyba muszę Sycylię wpisać na moją listę `do odwiedzenia`. Byłam tam jako mała dziewczynka z rodzicami, ale jedyne co pamiętam to Etna...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ tam ślicznie i tak mega klimatycznie. :)
    Szkoda, że nasze polskie miasteczka są zazwyczaj takie szare... Ale z drugiej strony, taki mamy klimat ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. chaos.w.podrozy20 kwietnia 2017 15:46

    Nie dziwię się, Etna zdecydowanie wbija się w pamięć :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. chaos.w.podrozy20 kwietnia 2017 15:48

    no i własnie klimat mógłby być świetną wymówką, by dodać nieco koloru polskim miasteczkom ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zostałam zaczarowana :) Ze zdjęć bije niesamowity spokój i włoski klimat. Piękne! Urok tkwi w prostocie, bo niby kilka doniczek z kwiatkami, a jaka magia się dzieje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. chaos.w.podrozy20 kwietnia 2017 16:02

    i Włosi są w tej minimalistycznej magii mistrzami :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Najpierw myślałam, że ten kot poluje na mysz, a tu się okazuje, że to liść. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy tam nie byłem, ale po Twoim wpisie poczułem jakbym był tam z Tobą. Cudowne zdjęcia <3

    OdpowiedzUsuń
  9. chaos.w.podrozy21 kwietnia 2017 15:21

    Dzięki- w takich miejscach zdjęcia nie mogą nie wyjść :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tez tak chciałam
    Tez pod koniec wrzesnia
    Tyle tylko ze trafiliśmy na oberwanie chmury
    I mieliśmy widoczki zgoła inne :(

    OdpowiedzUsuń
  11. chaos.w.podrozy21 kwietnia 2017 22:06

    To było już po tej ulewie, a właściwie kilku dniach z obfitymi deszczami. Dlatego przez kilka dni nie widzieliśmy przez mgłę Etny, mimo, że teoretycznie mogliśmy ją widzieć z tarasu...... Podobno była to anomalia pogodowa!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ah te włoskie miasteczka. Niby nieco podobne, ale każde z nich ma swój własny, niepowtarzalny klimat.

    OdpowiedzUsuń
  13. chaos.w.podrozy24 kwietnia 2017 22:42

    I jest ich tak dużo :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Chciałabym odwiedzić Sycylię <3 Połączenie bieli i niebieskiego wyglądają magicznie!

    OdpowiedzUsuń
  15. Oby marzenie o Sycylii spełniło się jak najszybciej :-)

    OdpowiedzUsuń