piątek, 2 października 2015

ANAFIOTIKA czyli ATEŃSKIE CYKLADY oraz BIAŁO-NIEBIESKIE DOMKI, KRÓLOWA i .... CHOLERA



Anafiotika to dzielnica greckiej stolicy zajmująca niewielką przestrzeń na północnym stoku Akropolu. Jest to też jedyne miejsce nowożytnych Aten jakie zrobiło na mnie pozytywne wrażenie. Oczywiście nie będę udawać, że w ciągu zaledwie dwudniowego pobytu oglądnęłam całe miasto, ale to co widziałam raczej nie wzbudziło mojego zachwytu. 

Anafiotika cykladzką zabudowę i klimat zawdzięcza rzemieślnikom sprowadzonym przez króla Ottona do budowy pałacu. 
Mistrzowie kamieniarscy i inni przybyli z wyspy Anafi leżącej koło Santorini, brali też udział w budowie nowej stolicy Grecji, gdyż w momencie przeniesienia siedziby władzy z Nafplionu do Aten [rok 1834] to miasto praktycznie nie istniało! Aż trudno sobie wyobrazić- gdy niespełna 20-letni władca wkraczał do Aten miały one zaledwie ok. 5 tys. mieszkańców oraz 160 budynków [na Akropolu były domy mieszkalne!], a jedyny hotel stał się tymczasową siedzibą Ottona. 

Warto też dodać, że oryginalna Anafiotika mogła mieć zupełnie inną kolorystykę. Już po przyjeździe do Polski znalazłam bardzo ciekawą notatkę Greckiej Oliwki wyjaśniającą genezę biało- niebieskich domków- otóż najpierw [1938r] bielenie budynków traktowano jako środek zapobiegający szerzeniu się cholery, a później była to zaplanowana akcja reklamująca wyspy greckie. Królowa Fryderyka okazała się genialnym marketingowcem, a jej pomysł nawiązania do barw greckiej flagi w malowaniu domostw okazał się takim sukcesem, że dziś białe domki z niebieskimi drzwiami i okiennicami są symbolem Hellady, a turyści wciąż rozpływają się w zachwytach nad typowo grecką zabudową :-)

Inne wyjaśnienie mówi, że to sami Grecy, w trakcie okupacji tureckiej, zaczęli w ten sposób malować domki, by pokazać swoje przywiązanie do greckiej flagi. Jeszcze inni twierdzą, ze po prostu te dwa kolory farb były najtańsze czy najbardziej dostępne. 

Moje oczarowanie mini- Cykladami chyba nie było niespodzianką- było do przewidzenia, że po zeszłorocznej wizycie na Santorini wszystko, co będzie je przypominało zyska moje uznanie, ale obawiałam się, że Anafiotika może być przereklamowana. Jednak w tym przypadku wszelkie zachwyty są zasłużone! Ateńskie Cyklady leżą tuż obok słynnej Plaki, ale wystarczy skręcić w pierwszą białą uliczkę i ogarnia Cię cisza…. Po hałaśliwej, turystycznej Place aż dzwoni w uszach. Wąziutkie uliczki, domki w „typowo” greckiej kolorystyce, wszędobylskie koty, kwiaty w doniczkach- to wszystko sprawia, że poczułam się jak w jakimś innym, równoległym do Aten świecie. Praktycznie nie spotykaliśmy turystów, a jeśli już to udzielała nam się atmosfera miejsca i przemykaliśmy obok siebie wyciszeni, żeby nie burzyć magii tego miejsca..... 






Kotów spotkaliśmy więcej niż ludzi :-)





3 komentarze:

  1. Magia cykladycznej architektury po prostu zniewala. Piękne fotografie:)
    Nie ma w Grecji zaułka bez kota :))
    ps
    Bardzo mi miło, że mój wpis okazał się przydatny
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Cyklady zniewalają i są zdecydowanie dla kotolubów :-)

      Usuń
  2. Domki letniskowe w takim wydaniu są czymś po prostu przepięknym, doskonale się one prezentują. Grecka architektura jest wspaniała.

    OdpowiedzUsuń